PROBLEM:
Wsadzamy pendrive'a do komputera z radosną nadzieją, że będziemy mogli zeń skorzystać, a tu nagle - zonk! W Eksploratorze Windowsa zamiast dodatkowego dysku z charakterystycznym opisem (np. [H: - KINGSTON]), widzimy jedynie napis "Dysk przenośny". Dwukrotne kliknięcie i próba zobaczenia jego zawartości kończy się wyskoczeniem okienka z komunikatem, że dysk jest nieczytelny. Tak po prostu Windows podczas próby odczytu się zakrztusił i wypluwa na nas niestrawione bity. Pół biedy, gdy na uszkodzonym, pendrive'ie były mało istotne dane, jakaś muzyka, albo zgrane od kogoś filmy. Jeśli jednak na owym małym czymś zachowana jest jedyna kopia tekstu pracy magisterskiej albo inne najcenniejsze dane - ciśnienie może gwałtownie podskoczyć. Jak poradzić sobie w takiej sytuacji i nie postradać zmysłów z rozpaczy?
ROZWIĄZANIE:
Pierwszym odruchem jest poszukiwanie w internecie programów do odzyskiwania danych. Z reguły za pierwszym razem nie trafimy na ten odpowiedni i w efekcie tracimy sporo czasu na sprawdzanie kolejnych programów, które okażą się bezużyteczne. Istnieje jednak bardzo dobry program, z którego można w takim wypadku skorzystać: nazywa się on Pendrive Data Doctor Recovery (wersja demo do ściągnięcia np. stąd). (Trzeba zwrócić uwagę przy pobieraniu go z internetu na właściwą nazwę - jest on bowiem elementem całej serii narzędzi do odzyskiwania danych; jeśli potrzebujemy uratować pendrive'a, musimy wybrać przeznaczony do tego program.) Jednakże bezpłatna wersja demonstracyjna tego softu niestety nie pozwala na skopiowanie odzyskanych plików, czyli jest de facto bezużyteczna. Spokojnie, możemy jednak dzięki niemu zobaczyć, czy w ogóle poszukiwany plik jest dostępny na tym dysku. Możemy również pokusić się o zakup wersji pełnej, za 45$.
Co zrobić, gdy jednak nie chcemy wydawać tych pieniędzy, albo chcemy maksymalnie oszczędzić czas (nie dość, że zakup programu może potrwać - przelew pieniędzy na zagraniczne konto producenta - to jeszcze sam program ze dwie godziny skanuje naszego pendrive'a)? Jest rozwiązanie i to nie dosyć, że dostępne za darmo, to jeszcze nie wymaga ściągania ani instalowania żadnego oprogramowania. Otóż, drodzy Czytelnicy, wystarczy skorzystać z wbudowanego w Windows narzędzia chkdsk. Tak! To nieprawdopodobne, ale moim przypadku zadziałał on bezbłędnie - w ciągu kilkudziesięciu sekund przeskanował pendrive'a, naprawił uszkodzone sektory i przywrócił "penka" do życia (co więcej, po takiej operacji dostępne pendrive powrócił dokładnie do stanu sprzed awarii - gdy tymczasem narzędzia do odzyskiwania nie radziły sobie z ratunkiem dla wszystkich plików, a przede wszystkim wyciągały na światło dzienne mnóstwo dawno temu skasowanych plików).
Żeby jednak wszystko się udało, musimy wykonać te czynności według konkretnej procedury, mianowicie:
1. Uruchamiamy konsolę (Start->Uruchom i wpisujemy cmd).
2. Wpisujemy chkdsk z: /f /r (gdzie zamiast z wpisujemy literę dysku, która reprezentuje ten podpięty pendrive).
3. Idziemy do lodówki po Colę, wracamy i mamy wszystko przywrócone do stanu sprzed awarii. :)
Metoda ta nie jest niezawodna, wszystko zależy od przyczyny awarii pendrive'a. W moim przypadku jednak - gdybym wiedział, że wystarczy użycie windowsowego checkdiska, to oszczędziłbym sobie pół nocy i pół dnia szukania akuratnych programów do odzyskiwania danych. A tak to po takim kilkusekundowym działaniu checkdiska został mi tylko facepalm (i radość, że udało się wszystko odzyskać). ;)
P.S. Wniosek z tej przygody jest również taki, że na pendrive'ie nie należy trzymać ważnych, niepowtarzalnych danych i lepiej korzystać z innych narzędzi do przenoszenia danych: dyski przenośne (duuuuuuużo mniej awaryjne niż pendrive'y), trzymanie plików na poczcie, w "chmurze" etc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz