sobota, 19 listopada 2011

AdBlock - czyli święty spokój z reklamami

Nie znam osoby, której nie irytowałyby nachalne reklamy, na które natrafiamy co krok w internecie. A to wyskakująca animacja tańczącej butelki, a to skacząca po całym ekranie ramka z ofertą odżywek dla "hardkorowych koksów"; pieluszki, piwo, podpaski, proszki do prania - słowem: wszystko dla wszystkich...
Cóż, wydawać by się mogło, że z reklamami sytuacja jest jak z podatkami - trzeba się do nich przyzwyczaić. Tym bardziej, że działa tu racjonalna logika biznesowa: skoro dostęp do większości stron jest darmowy, to naturalnie nieuniknione koszty prowadzenia serwisu muszą być z jakichś funduszy pokrywane. Koło się zamyka, a my jesteśmy wewnątrz tego kręgu.
Jednakże branża internetowa ma to do siebie, że gdy pojawia się jakiś problem, wyzwanie lub zapotrzebowanie - to szybko znajduje się ktoś to jest w stanie dostarczyć rozwiązanie. Tak też rzecz miała się z reklamami w przeglądarkach internetowych. Gdy powstały przeglądarki typu Firefox, czyli umożliwiające tworzenie przez niezależnych programistów dodatków/wtyczek, ktoś w końcu wpadł na pomysł, żeby zrobić taki dodatek, który będzie blokował nachalnie wyskakujące reklamy. Takim narzędziem, które zdobyło zasłużoną renomę i króluje w internecie (wśród użytkowników przeglądarek Mozilli) - jest Adblock Plus.
Instalacja jest prosta - wystarczy wejść na stronę dodatków Mozilli i wyszukać "adblock"; ewentualnie można wejść od razu na stronę tej wtyczki. Potem wystarczy kliknąć: "Zainstaluj".
Po wymaganym restarcie przeglądarki musimy skonfigurować nasze zabezpieczenie. Wybierając z menu Firekosa [Narzędzia]>[Adbloc Plus - ustawienia], ujrzymy następujące okno:
Naszym oczom ukazuje się lista zestawów, które możemy subskrybować. Zestaw to po prostu zbiór stron, z których pochodzą reklamy, który jest przez kogoś (z reguły jakąś grupę, społeczność) utrzymywany i aktualizowany. Dzięki subskrypcji linki z zestawu są kopiowane z serwera (na którym zlokalizowany jest zestaw) na nasz dysk i w razie pojawienia się aktualizacji, zostaną one automatycznie dokonane. To jednak nie wszystko. Każdą reklamę, która pojawi się w naszej przeglądarce - możemy indywidualnie zablokować. Przy każdej wyskakującej reklamie (a nawet przy każdym obiekcie wyświetlającym video) pojawia się mała zakładka z napisem: "Zablokuj". Gdy ją klikniemy, pojawi się okienko tego rodzaju:
Dzięki opcjom w nim zawartym możemy stworzyć filtr, który zabezpieczy nas przed oglądaniem reklam pochodzących od tego samego dostawcy, co ta, którą właśnie blokujemy. Jak widać, możemy wpisać treść filtru ręcznie albo wybrać którąś prostych opcji, spośród listy z przyciskami. Najdłuższy tekst oznacza zablokowanie dokładnie tej reklamy (jest to po prostu link do pliku, który odpowiada za wyświetlenie tej konkretnej reklamy). Następnie w kolejnych opcjach przesuwamy się o poziom wyżej - przykładowo w zaznaczonym drugim wyborze ustawiamy filtr na blokowanie wszystkich reklam pochodzących z domeny s.ytimg.com, z folderu swfbin. Możemy pójść dalej zablokować wszystko z domeny s.ytimg.com, albo jeszcze dalej - wszystko z ytimg.com. Przy wyborze najlepiej wybierać jest filtr jak najbardziej ogólny - opcja blokowania pojedynczego pliku (reklamy) jest nieprzydatna: reklama może się nawet wizualnie nie zmienić, a wystarczy, że programista lub grafik zmieni jedną literę w nazwie pliku - i już filtr nie działa. Z drugiej strony trzeba tylko uważać, by nie wybierać najbardziej ogólnej blokady w przypadku, gdy w treści filtra widzimy normalną, znaną nam domenę - jeśli skorzystamy z tej opcji, normalne korzystanie z tego serwisu będzie niemożliwe.


środa, 16 listopada 2011

[Biblioteka] E. Wróbel, Asembler


E. Wróbel, Asembler, wyd. Helion, 2004.
ss. 384, CD-ROM

+ ZALETY
  • dużo materiału dotyczącego pisania programów pod Windows w asemblerze (rzadko spotykana rzecz w podręcznikach do ASM);
  • naprawdę przekonywujące i zachęcające do asemblera wprowadzenie; :)
  • dołączona płytka ze wszystkimi przykładami z książki oraz opisywanymi programami narzędziowymi;

- WADY
  • nieprawidłowy układ rozdziałów: o ile kilka początkowych (wprowadzenie do asemblera, program "Hello world" i podstawy funkcjonowania procesora) jest w porządku, to jednak na kolejnych (co najmniej) kilkudziesięciu stronach autor brnie w zawiłości odmian i typów kolejnych procesorów firmy Intel, zaciemniając obraz;
  • brak jasnego - zaznaczonego na samym początku - rozróżnienia na poszczególne asemblery; przecież drobne (ale zupełnie niezrozumiałe dla laika) różnice w sposobie zapisu w NASM-ie, MASM-ie itd. potrafią nieświadomego nowicjusza szybko zniechęcić (gdy nie znajduje odpowiedzi na pytanie: "Dlaczego asembler wciąż mi wypluwa błędy przy asemblacji?");
  • niekonsekwencja autora - zachęcając do asemblera podkreśla jego pozytywy w stosunku do języków wysokiego poziomu, a potem sporą część książki poświęca na opisywanie metod upodobniających asemblera np. do C...

niedziela, 13 listopada 2011

Related Post Widget - dla Bloggera

Platformie Blogger daaaaaaleko jest do osiągnięcia poziomu, jaki prezentuje w kwestii wtyczek Wordpress: tam po paru kliknięciach na panelu administracyjnym wchodzimy w wielki ocean pluginów i widgetów, które możemy łatwo instalować, testować, (dez)aktywować, włączać, wyłączać i wreszcie odinstalowywać.
W Bloggerze sytuacja jest trochę nieprzemyślana: pomieszane są widegty odpowiadające za wyświetlanie bloków (np. moje ulubione linki) z pewnymi wtyczkami, które nie mają swojego "zadokowanego" miejsca w edytorze układu. (Taka sytuacja jest np. z widgetem Favico, który odpowiada za wyświetlanie pod każdym postem przycisków do aktywności na portalach społecznościowych: "tłitnij", "zalajkuj", "wykop" - w edytorze układu odpowiadający mu blok "wisi" w oderwaniu od układu bloga.) Przede wszystkim jednak dostępnych z panelu Blogera wtyczek - w porównaniu do Wordpressa - jest bardzo mało. Przekonałem się o tym, szukając widgetu, który wyświetlałby mi dla każdego posta - listę postów o podobnej tematyce. Pamiętałem, że Wordpressie tę funkcję realizują wtyczki (a jakże - jest ich przecież więcej niż jedna!) zawierające w nazwie słowo "related posts" lub "similar posts". Szukając w domyślnej wyszukiwarce widgetów Bloggera - nie znalazłem żadnego pasującego wyniku. Z pomocą przyszedł Google. Nie od razu, ale jednak w końcu udało się znaleźć coś odpowiedniego: Related Posts Widget for Blogger 2.0. Na pochwałę zasługuje automatyczne generowanie kodu i przycisk "Add to Blogger", umożliwiający bezbolesne dodanie widgetu do naszego bloga (zastanawiam się tylko, dlaczego nie ma tej wtyczki w zasobach dostępnych bezpośrednio z panelu Bloggera - skoro ona jest z nim tak zintegrowana?). Niestety, ta wtyczka nie jest pozbawiona wad: (a) możemy ten widget umieścić jedynie w ustalonych miejscach naszego bloga, tj. np. na bocznej kolumnie lub pod tytułem (nie udało mi się zaimplementować wtyczki tak, aby podobne posty były wyświetlane np. pod treścią danego posta), (b) wszelka edycja - np. napisu wyświetlanego ponad linkami do podobnych postów - wymaga nie tylko grzebania w JavaScripcie (co jest tym bardziej niewygodne, że skrypt jest upakowany - pozbawiony zbędnych spacji, tabulacji i przejść do nowych linii, co sprawia, że jest wręcz nieczytelny), ale dla zachowania naszych zmian musimy treść skryptu skopiować do okienka podglądu kodu źródłowego w Blogerze albo cały plik skryptu zgrać na własny serwer i tam dokonywać zmian. Przykładowo, zmianę napisu nad linkami realizujemy, zmieniając wartość pola. related_title:
P.S. Funkcjonowanie tej wtyczki można zobaczyć na innymi moim blogu - Na szynach przez świat. (W prawej kolumnie, u góry.)
P.P.S. Znalazłem też inną wtyczkę, która ponoć wyświetla listę podobnych postów pod treścią posta. Niestety, wymaga ona grzebania w HTML-u szablonu Bloggerowego i żmudnego kopiowania porcji kodu ze strony, gdzie zamieszczono ten widget. Ponadto drobne omyłki w procedurze "wstrzykiwania" tego kodu, uniemożliwiają działanie widgetu. :(

piątek, 4 listopada 2011

[Biblioteka] Zaczynamy!

Rozpoczynam niniejszym serię postów - można by rzec: dział - pod tytułem "Biblioteka". Niektórym wydawać by się mogło, że książki informatykom nie są potrzebne - bo cała wiedza jest w internecie, bo materiał w podręcznikach jest z reguły zdezaktualizowany, bo... - i tak można wymyślać tysiące powodów, żeby odsunąć od siebie "nieprzyjemność" czytania książki. Ja jestem jednak zupełnie odmiennego zdania; uważam wręcz, że inżynierom - w tym także, a może szczególnie informatykom - nie zaszkodzi, a wręcz może bardzo pomóc, kontakt ze słowem drukowanym. (Zresztą nie tylko z literaturą branżową, ale także beletrystyką, poezję etc. - tu będę jednak zajmował się wyłącznie książkami fachowymi.)
Dla każdego geeka ozdrowieńczy może być odpoczynek od ekranu komputerowego. Ponadto książkę łatwiej jest ze sobą zabrać, zapakować do plecaka, by móc czytać ją np. w autobusie lub pociągu. Książki, zwłaszcza te grubsze kompendia i "księgi eksperta", mają bardziej przemyślaną strukturę i pełniej opisują pewne zagadnienia. Wreszcie, są tematy naprawdę fachowe (np. algorytmika, inżynieria oprogramowania), nierzadko bogate w materiał matematyczny, dla których analogii w internecie po prostu nie ma. (Tak samo pewne pozycje klasyczne - w większości powstałe przed erą WWW - mają jedynie wersje papierowe.)
Nie można też zapomnieć, że czytanie odpowiedniej książki informatycznej może być formą niezłego lansu: i w środowisku ludzi z branży, i w stosunku do nie-informatyków. ;)
Co więcej, książki nie są dostępne jedynie dla wybrańców: to prawda, nowości księgarskie z branży IT kosztują sporo; tym bardziej, że z reguły są to tłumaczenia z angielskiego. Nie można jednak zapominać o bibliotekach (nawet - wydawałoby się "zwyczajne" - biblioteki dzielnicowe potrafią zaskoczyć swoim bogatym i świeżym zasobem!), a także o możliwości zakupu starszych wydań np. na Allegro. Ostatecznie część pozycji mniej lub bardziej legalni "krąży" w postaci skanów.
W tej serii będę się starał recenzować książki przydatne zwłaszcza studentom - czyli przede wszystkim osobom chcącym zdobyć nową wiedzę w jakimś nowym obszarze. Nie będzie tu ściemniania - wszystkie opisywane książki najpierw sam przeczytam lub przynajmniej przejrzę, aby móc na podstawie własnego doświadczenia wystawić właściwą ocenę. Będę starał się wskazywać najlepsze pozycje, ale będę też przestrzegał przed pułapkami. Wiem, że całej wartościowej literatury tu nie przedstawię, ale mam nadzieję, że choć trochę się przysłużę społeczności informatycznej.
A zatem - do dzieła!

środa, 2 listopada 2011

Nie ściągaj filmów z Youtube'a!

Oto, co zobaczyłem, oglądając materiał na Youtube'ie:


Przez chwilę pomyślałem, że to Youtube dodał taką antypiracką nakładkę (co od razu wydało mi się absurdem...), ale sprawdziłem - inne filmy są pozbawione takich dodatków, a w tym jednym ten monit wyświetla się dokładnie w tym samym momencie.
Cóż... Trochę to głupie, że ktoś, uploadujący nagranie z telewizji (bo powyższy materiał to fragment jakiegoś maratonu kabaretowego z TV), tak zazdrośnie je "ozdabia"... Żałosne... Rozumiałbym jeszcze takie oznaczanie jakiegoś rzadko dostępnego materiału (jakieś stare, unikalne nagrania; samodzielni wykonane filmy etc.) - byłoby to w miarę zrozumiałe zabezpieczenie przed kopiowaniem. Przy takim jednak rodzaju filmu - to jest nieporozumienie.